20120727
20120723
54
Dziś Zwykłe Życie przedstawia niesamowitego Hanibala.
Na wieść, że dziewczęta wybierają się w samotną podróż wzdłuż marokańskiego
wybrzeża, masz kolega Mikołaj, wyposażył nas w dobre rady i namiary na
przyjaznych ludzi.
Jednym z nich był "Amazing Hanibal" - bo tak brzmiał jego nick na fejsbuku -
doskonały kucharz z Imsuane.
Po dotarciu do malutkiej miejscowości położonej u stóp wysokich klifów,
próbowałyśmy zasięgnąć języka u mieszkających tam rybaków. Niestety - nikt
nie kojarzył "Niesamowitego Hanibala". Szwendałyśmy się od knajpy do knajpy,
szukając kucharza o tym przezwisku. Bez skutku.
Zmęczone poszukiwaniami zatrzymałyśmy samochód przy ostatniej restauracji na wylocie z miasta. Była zupełnie pusta. W rogu za biurkiem siedziała pani i oglądała
serial. Gdy zapytałyśmy o możliwość zjedzenia kolacji, krzyknęła po arabsku
wgłąb pomieszczenia obok i oddelegowała nas na taras. Kilka minut później
pojawił się przy naszym stoliku wyprostowany jak struna ... Hanibal?
- Czy ty jesteś "Niesamowity Hanibal"? - zapytałyśmy
- Hmmmm, no chyba jestem niesamowity, dziękuję - odparł mężczyzna ze
śmiechem.
Okazało się, że stojący przed nami kucharz tak naprawdę ma na
imię Muhammad, a jego fesjbukowa nazwa to Amazigh Hanibal - od
berberyjskiego przywódcy- zwycięzcy.
- Bardzo się cieszę, że przyjechałyście. Strasznie tu nudno ostatnimi czasy. Trzy dni temu miałem urodziny - od tamtej pory palę i piję bez przerwy - nawet się nie przebrałem. Dajcie mi chwilę.
Muhammad zniknął na 10 minut. Wrócił przebrany i ogolony. Poczęstował nas
miętową herbatą i przygotował najpyszniejszą kolację, jaką
jadłyśmy podczas całej podróży: kalmary, kurczak, świeża ryba, grillowane
warzywa i sałata z pomarańczami. Wyciągnęłyśmy z bagażnika ostatnią butelkę
toskańskiego wina, którą przywiozłyśmy z Włoch. Pół nocy jedliśmy i
rozmawialiśmy o historii, filozofii, poezji i jedzeniu. Bo okazało się, że
Muhammad jest nie tylko kucharzem (który wiedzę posiadł głównie dzięki
oglądaniu filmików na youtube), ale również muzykiem, malarzem i poetą,
który pisze teksty po arabsku, angielsku i francusku. On naprawdę jest
niesamowity!
20120718
zwykłe miejsca
Suerte Loca. Sidi Ifni to niewielkie miasteczko położone na marokańskim wybrzeżu. Jako jedna z niewielu kolonii hiszpańskich w tym kraju, zostało zwrócone Królestwu Maroka przez hiszpańską koronę dopiero w 1969 roku. Mieszkańcy Sidi Ifni częściej wiec zaczepiają obcokrajowców wesołym "hola!" niż "bonjour". Suerte Loca znaczy po hiszpańsku "szalone szczęście" - Hiszpanie twierdzą, że nazwa brzmi dziwacznie i słychać, że nie wymyślił jej rodzimy użytkownik języka. A nam spodobała się nie tylko dźwięczna nazwa, ale wszystko, co związane z tym uroczym hotelem. Pyszne jedzenie, wielki wspólny taras dla przylegających do siebie pokoi, dach z widokiem na ocean i super miły pan właściciel, który sprasza wieczorami muzyków do kawiarni na dole. Jeśli kiedykolwiek dotrzecie do Sidi Ifni, koniecznie go odwiedźcie!
20120711
53
Dziś Zwykłe Życie przedstawia Ibrahima, który mieszka nad oceanem.
Do Imsuan - niewielkiej rybackiej wioski na marokańskim wybrzeżu dotarłyśmy po południu. Miejscowość sprawiała wrażenie wyludnionej, do tego unosiła się nad nią mgła. Szukałyśmy człowieka poleconego przez przyjaciela, który bywał w tych okolicach wcześniej. Przez dłuższą chwilę krążyłyśmy po pustym placu, gdy nagle jak spod ziemi wyrósł Ibrahim poganiający małego pieska.
- Jesteś stąd? Szukamy pewnego człowieka - pytamy.
- Skąd wiedziałyście? Jesteście pierwszymi osobami, które nie biorą mnie za obcokrajowca. Urodziłem się na pustyni z blond włosami i niebieskimi oczami. Nikt nigdy nie bierze mnie za tutejszego.
20120629
20120627
gumowe ucho
Wczesny poranek na warszawskiej Pradze. Podwórko kamienicy przy ulicy Targowej. Menel-kloszard do wyrzucającej śmieci dziewczyny:
- Przepraszam, czy moge pani zająć chwilę?
- Proszę.
- Bo wie pani, dziś są moje imieniny i mi dwóch złotych do prezentu brakuje.
tekst: Zwykłe Życie
ilustracja: Martyna Wójcik, rocznik '85. Absolwentka projektowania graficznego na UMK w Toruniu. Projektuje, publikuje, wystawia, rysuje i maluje, nie tańczy i nie śpiewa.
20120622
zwykłe miejsca
Zwykłe Życie w Pizie
Niełatwo znaleźć w Pizie miejsce, w którym można ukryć się przed turystycznym zgiełkiem. Setki przyjezdnych z całego świata odwiedza miasto często na zalediwe klika godzin, głównie po to, by zrobić sobie śmieszne zdjęcie pod Krzywą Wieżą.
Miałyśmy więcej czasu i trochę szczęścia. Klucząc w wąskich uliczkach, znalazłyśmy niewielką knajpkę Dnatesca, prowadzoną przez małżeństwo z córką. Mały ogródek, proste, pyszne jedzenie i białe wino. Za kolację zapłaciłyśmy mniej niż w jakiejkolwiek warszawskiej Trattorii. Dodatkową ciekawostką było odkrycie przedziwnego murala na ścianie w środku restauracji.
Subskrybuj:
Posty (Atom)